Poszukiwanie osób

Poszukiwanie osób na własną rękę to zajęcie niezwykle czasochłonne, wiąże się zazwyczaj z dużymi emocjami, a w większości przypadków kończy miernymi rezultatami. Jesteśmy właściwym podmiotem i miejscem, jeśli wszelkie dotychczasowe wysiłki, aby znaleźć poszukiwaną osobę, zawiodły; wyczerpane zostały wszystkie inne ... Poszukiwanie osób zaginionych nie podlega jednemu kryterium. Inaczej przebiega poszukiwanie osób zaginionych, bliskich, krewnych, a jeszcze inaczej osób ukrywających się, dłużników. Odnalezienie zaginionej osoby to skomplikowany proces, wymagający dużej wiedzy, zaplecza logistycznego oraz przede wszystkim doświadczenia. Poszukiwanie osób. Ze względu na złożoność i delikatność sprawy, poszukiwanie osób nie podlega jednemu kryterium. Inaczej przebiega poszukiwanie osób zaginionych, krewnych, a jeszcze inaczej osób ukrywających się. Każdy przypadek odnalezienia osoby rozpatrywany jest indywidualnie i niemal każdy jest inny. Niektóre z zaginionych osób nie potrafią wrócić do swych bliskich ... Znaleziono 147 interesujących stron dla frazy szukanie osoby po nazwisku w serwisie Money.pl. 0 strona wyników dla zapytania szukanie osoby po nazwisku Szukanie osób w USA. Często otrzymujemy zapytania, jak odnaleźć w Stanach znajomych lub krewnych. Nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, ale Internet oferuje pewne opcje, które mogą nam to zadanie ułatwić. Poniżej podajemy kilka z nich. Wyszukiwarki internetowe. Wyszukiwarka osób. Chcesz znaleźć osobę w internecie i nie wiesz od czego zacząć ? Wyszukiwarka osób spokeo.pl jest pierwszym krokiem aby zacząć wyszukiwać informacje o danej osobie.Wyszukiwarka ludzi jest projektem ogólnodostępnym więc w każdej chwili możesz wejść i znaleźć to co cię interesuje. Wyszukiwanie informacji o osobach w internecie jest możliwe dzięki zbieraniu ... okoliczności zaginięcia: Tomek Cichowicz zaginął 17 marca 1990 r. w Dobrym Mieście. Miał wtedy 4 lata. Była sobota. Pani Jola, mama Tomka, szykowała się do pracy. Zrobiła synowi śniadanie, zostawiła komplet ubrań na ten dzień. Ogólnopolska wyszukiwarka osób pochowanych GROBONET.COM to połączona baza danych ponad 600 cmentarzy w całym kraju. Łączy ona informacje pochodzące z programów dla administracji cmentarzy które zawierają mapy i dokumentację fotograficzną. Poszukiwanie osób zaginionych a prywatny detektyw. Ludzie znikają. To się zdarza i to wcale nierzadko. Powodów jest wiele. Być może chcą się ukrywać z przyczyn znanych tylko sobie, lub też zostali ofiarą przemocy i porwania. Każdy z tych przypadków jest niepokojący. Nasze szybkie postępowanie znacznie zwiększa sukces poszukiwań. codziennie kilkaset osób, kilkuletnia baza wiedzy, szereg artykułów, ciekawe i wzbudzające emocje galerie, a także garść wiedzy z pokrewnych dziedzin. Serwis ten jak i forum mają Wam pomóc w rozwijaniu Waszych pasji, odpowiedzieć na Wasze pytania, wreszcie pomóc w przeżyciu prawdziwej przygody. To miejsce nie tylko dla eksploratorów

Dla wspaniałych fajerwerków moja matka uśmiechnęła się radośnie i ciężko pracowała przez całe życie

2020.04.14 09:59 ObjectiveClub5 Dla wspaniałych fajerwerków moja matka uśmiechnęła się radośnie i ciężko pracowała przez całe życie

Dla wspaniałych fajerwerków moja matka uśmiechnęła się radośnie i ciężko pracowała przez całe życie

https://preview.redd.it/ocny57uppqs41.jpg?width=800&format=pjpg&auto=webp&s=b3b7da6b0a6f3ae739b18acc5e0aae2a457e4130
浏阳庆泰烟花 黄蔚德:为了绚烂的烟花下,母亲开心的笑容,奋斗一生
Liuyang Qingtai Fajerwerki Huang Weide: Dla wspaniałych fajerwerków moja matka uśmiechnęła się radośnie i ciężko pracowała przez całe życie
她是个历经磨难的女人,出生在战乱的时代,成长在贫穷饥饿的年代。她叫陈玉兰。青春时期,陈玉兰经人介绍嫁给了一个质朴诚实的男人,生育了一双儿女,当她感到幸福终于降临她的身边时,家中的顶梁柱丈夫却意外去世,那一年她的儿子才刚满四岁,女儿才咿呀学语。颠簸的命运,坎坷的经历,重重将这个淳朴的女人击垮,她抱着一双儿女撕心裂肺的哭到晕厥,待她醒来时,儿子站在床边端了一杯水她喝,指着窗外对她说:“妈妈,你看,过年了,外面放爆竹,好美……”陈玉兰擦干眼泪,紧紧的抱紧儿子和女儿……
Jest kobietą, która znosi trudy, urodziła się w czasie wojny, dorastała w czasach ubóstwa i głodu. Nazywa się Chen Yulan. W młodości Chen Yulan przedstawiła, że wyszła za prostego i uczciwego mężczyznę i urodziła dwójkę dzieci, a kiedy wreszcie przyszło jej szczęście, jej mąż nieoczekiwanie zmarł, a jej syn miał zaledwie cztery lata. , Moja córka bełkotała i uczyła się. Trudny los, wyboiste doświadczenie zmiażdżyły tę prostą kobietę, płakała z dwójką dzieci, ze złamanym sercem i zemdlała. Kiedy się obudziła, syn stanął przy łóżku i przyniósł jej szklankę wody. Spojrzawszy przez okno, powiedziała: „Mamo, spójrz, to chiński nowy rok. Pięknie jest mieć petardy na zewnątrz ...” Chen Yulan otarł łzy i mocno przytulił syna i córkę…
从这以后,这个淳朴的女人就挑起家庭的重担,不辞劳苦的工作,她质朴的心愿就是能够让儿女能够有口饭吃,过年过节也能够跟儿女放几个爆竹。父亲离去时的那一年的烟花,母亲的泪,那一幕像一枚印记一般铭记在黄蔚德内心的深处。看着母亲的流淌的汗水,日渐佝偻的身体,少年的黄蔚德小学读到三年级就辍学,到一家爆竹厂做小工,主动选择最危险的给爆竹加火药的工作,只为一天能够多赚几毛钱工资。
Od tamtej pory ta prosta kobieta obciążyła rodzinę i ciężko pracowała, a jej prostym życzeniem jest, aby jej dzieci mogły jeść i jeść, oraz aby wraz z dziećmi założyła kilka petard w czasie Nowego Roku i Nowego Roku. Fajerwerki tego roku, kiedy mój ojciec wyszedł, łzy matki, scena została odciskana w głębi serca Huanga Weide'a jak znak. Obserwując pot i rosnące ciało matki, młoda szkoła podstawowa Huang Weide porzuciła szkołę, gdy był w trzeciej klasie, pracowała jako drobny pracownik w fabryce petard i podjęła inicjatywę wyboru najbardziej niebezpiecznej pracy polegającej na dodaniu prochu do petardy. Tylko na jeden dzień zarabiał więcej Kilka centów pensji.
就这样一做就是十二年,从计件小工,做到烟花技术师父,勤奋好学的黄蔚德那时最大的愿望就是,希望母亲不要那么辛苦,家里人能够每餐都能吃顿饱饭,过节过年,能陪母亲妹妹一起放爆竹。改革开放的春风终于吹到了浏阳,黄蔚德在家里开了个小小的烟花作坊,得益于母亲和黄蔚德多年来经常将家中的粮米赠送给村里没有饭吃的村民,很多人都主动来给黄蔚德做手工,村里大事小事喜事节日也都会来黄蔚德家里买烟花爆竹。黄蔚德的烟花作坊很快就做的红火起来。
Było to dwanaście lat: od akordu, mistrza technologii fajerwerków, pracowitego i pracowitego największym pragnieniem Huanga Weide w tym czasie było mieć nadzieję, że jego matka nie będzie taka ciężka. Nowy Rok może towarzyszyć matce i siostrze z petardami. Wiosenna bryza reform i otwarcia wreszcie uderzyła w Liuyang Huang Weide otworzył w domu małe warsztaty z fajerwerkami. Dzięki swojej matce i Huang Weide często przekazywał zboże i ryż w swoim domu wieśniakom, którzy nie mieli jedzenia w wiosce. Wiele osób podjęło inicjatywę, aby dać Huang Weide zajmuje się sztuką i rzemiosłem, a główne wydarzenia w wiosce i szczęśliwe wydarzenia przybędą również do domu Huang Weide, aby kupić fajerwerki i petardy. Warsztaty fajerwerków Huanga Weide wkrótce stały się popularne.
黄蔚德的勤奋好学,乐善好施,深得人心,浏阳的第一家民营工厂浏阳水泥厂,众人把他推荐为厂长。在大家还拿着30块一个月工资的年代,黄蔚德将一家名不见经传的民营小厂,做到年利润超600万,出口全球,他花了整整十二年。
Staranność, ciężka praca i dobro Huanga Weidea podbiły serca ludzi: pierwsza prywatna fabryka Liuyanga, Liuyang Cement Factory, została przez niego rekomendowana jako dyrektor. W czasach, gdy wszyscy nadal mieli 30 pensji miesięcznie, Huang Weide sprzedał mało znaną prywatną fabrykę z rocznym zyskiem przekraczającym 6 milionów i eksportował ją na cały świat. Zajęło mu to pełne 12 lat.
那一年,也是过年,家家户户都走亲串户,烟花爆竹,热闹非凡。黄蔚德扶着母亲站在门口看小孩子们放烟花爆竹,只见一个衣衫褴褛的约莫10岁孩童,手里拿着一只碗也站在一旁看眼花,眼里写满着——希望,幸福。黄蔚德眼睛湿润了,他似乎看到了儿时的自己,他想起了父亲走的那年过年他妈妈的眼泪,他端上一大碗饭菜递给了那个乞讨的孩子,然后将口袋的钱全都掏出来交给孩子对他说:“孩子,回去跟家人吃团圆饭,放爆竹。”回头望着母亲,母亲望着黄蔚德眼里满是泪水,却绽放着欣慰的笑容。
Był to także chiński nowy rok: wszyscy poszli do rodziny, fajerwerków i petard. Huang Weide pomógł matce stanąć przy drzwiach i obserwować dzieci pokazujące fajerwerki Widziałem obdartego około 10-letniego dziecka trzymającego w ręce miskę i patrzącego na bok, oszołomionego, oczy pełne nadziei i szczęścia. . Huang Weide miał mokre oczy. Wydawało się, że widzi siebie samego z dzieciństwa. Przypomniał sobie łzy matki, kiedy jego ojciec opuścił Nowy Rok. Przyniósł dużą miskę jedzenia dla żebrającego dziecka, a następnie wyjął wszystkie pieniądze z kieszeni. Podejdź do dziecka i powiedz mu: „Dzieci, wróć na rodzinny obiad z petardami.” Spojrzawszy na matkę, matka spojrzała w oczy Huanga Weide'a pełne łez, ale uśmiech ulgi.
望着天上绚烂夺目的烟花爆竹,黄蔚德擦干眼泪,他决定重新回到烟花行业。这绚烂的烟火,述说着老百姓对国泰民安的淳朴心愿,对幸福的美好期盼。这美丽的烟火,见证着老百姓合家团圆的幸福欢乐,对喜庆的美好追求。
Patrząc na olśniewające fajerwerki i petardy na niebie, Huang Weide otarł łzy i postanowił wrócić do przemysłu fajerwerków. Ten wspaniały fajerwerk opisuje proste aspiracje ludzi do Guotai Min'an i piękną nadzieję na szczęście. Ten piękny fajerwerk świadczy o szczęściu i radości rodzinnego zjednoczenia zwykłych ludzi i pięknej pogoni za świętowaniem.
他给他的烟花事业取名——庆泰。黄蔚德希望把所有生命和全部精力都付出到这个能够给人带来希望和幸福的烟花事业里,能够帮助更多的人拥有快乐和幸福也是他母亲一生的追求和心愿。现在的黄蔚德再做烟花心愿已经不是只为家人吃饱饭,今天黄蔚德做庆泰烟花的心愿是:世界每个地方,绚烂美丽的烟花下,有着孩童天真快乐的笑脸;有着爱侣们相伴甜蜜的笑脸;有着亲人们团圆的幸福笑脸,有着喜庆时人们的欢愉;有着落寞时对希望的期盼;有着老人们对过去幸福时刻的追忆;美好的烟火,能够给人们带来喜庆吉祥,能够带给人们美好希望。美丽的烟火,是中国人的智慧,是中国人对幸福的信仰,也是中国人送给世界最好的礼物。
Swą karierę fajerwerków nazwał Qingtai. Huang Weide ma nadzieję poświęcić całe swoje życie i energię karierze fajerwerków, która może przynieść ludziom nadzieję i szczęście, a także pomóc większej liczbie ludzi w radości i szczęściu. Jest to również pogoń i pragnienie jego matki. Teraz życzenie Huang Weide'a do robienia fajerwerków nie jest już tylko pożywieniem dla jego rodziny. Dzisiaj życzenie Huanga Weide'a do robienia fajerwerków Qingtai brzmi: Wszędzie na świecie, pod wspaniałymi i pięknymi fajerwerkami, są niewinne, szczęśliwe uśmiechy dzieci; słodyczy towarzyszą kochankowie Szczęśliwe twarze po zjednoczeniu bliskich, radość ludzi, kiedy są szczęśliwi, nadzieja na nadzieję, gdy są samotni; wspomnienia starych ludzi o przeszłych szczęśliwych chwilach, piękne fajerwerki, które mogą przynieść ludziom radość i szczęście Może dać ludziom dobrą nadzieję. Piękne fajerwerki to mądrość Chińczyków, chińska wiara w szczęście i najlepszy prezent, jaki Chińczycy dają światu.
黄蔚德他传承了母亲勤奋好学,乐善好施,百善孝为先的品性,为了完成母亲一生夙愿,他把庆泰烟花,二十年的时间,从一家民营小厂,每年以30%以上的增长率,发展成固定资产1.6亿元,总占地面积超过5500亩,员工超过3000人,产能数十亿的大型烟花集团公司。从花中炮这一单品收千家万户追捧到橘子洲头烟花,奥运烟花供应商,取得国际专利无数,获得国际大奖无数,为中国的烟花行业的推动,有着历史性的意义。
Huang Weide odziedziczył po matce pracowite, pracowite i miłosierne oddanie Aby spełnić od dawna życzenia matki, wziął Qingtai Fireworks na 20 lat z małej prywatnej fabryki o rocznej stopie wzrostu ponad 30%. Rozwinął się w dużą spółkę z grupy fajerwerków z aktywami trwałymi 160 milionów juanów, o łącznej powierzchni ponad 5500 akrów, ponad 3000 pracowników i miliardami mocy produkcyjnych. Od pojedynczego przedmiotu Huahua Cannon, który jest poszukiwany przez miliony gospodarstw domowych, po Orange Island Fireworks i Olympic Fireworks Suppliers, zdobył liczne międzynarodowe patenty i liczne międzynarodowe nagrody, które mają historyczne znaczenie dla promocji chińskiego przemysłu fajerwerków.
今天已经66岁的黄蔚德谈起母亲曾经的苦难仍会眼睛湿润,他经常对人说:“我在烟花行业做了快五十年,只为了烟花能够让母亲开心的笑,我用五十年执着希望能够做到业内第一,只为让我母亲能够为儿子感到骄傲,烟花飞上天绚烂绽放的那一刻,天下母亲那一刻开心的笑,我为此,付出了我一生,无悔。”
Huang Weide, obecnie 66 lat, wciąż ma mokre oczy, gdy mówi o cierpieniu swojej matki. Często mówił ludziom: „Jestem w branży fajerwerków od prawie 50 lat. Tylko dlatego, że fajerwerki mogą sprawić, że mama się uśmiechnie, używam go przez 50 lat. Mam nadzieję, że będę pierwszym w branży, aby moja matka była dumna ze swojego syna, w chwili, gdy fajerwerki wylecą w niebo, matka świata uśmiechnęła się radośnie i zapłaciłam za to całe swoje życie ”.
盘湘文化 周君君
submitted by ObjectiveClub5 to u/ObjectiveClub5 [link] [comments]


2020.04.14 09:54 LegitimateScientist8 Dla wspaniałych fajerwerków moja matka uśmiechnęła się radośnie i ciężko pracowała przez całe życie

Dla wspaniałych fajerwerków moja matka uśmiechnęła się radośnie i ciężko pracowała przez całe życie
https://preview.redd.it/sph24rbuoqs41.jpg?width=1280&format=pjpg&auto=webp&s=01fa07980c584d770383a41f65d200619cc547bf
浏阳庆泰烟花 黄蔚德:为了绚烂的烟花下,母亲开心的笑容,奋斗一生
Liuyang Qingtai Fajerwerki Huang Weide: Dla wspaniałych fajerwerków moja matka uśmiechnęła się radośnie i ciężko pracowała przez całe życie
她是个历经磨难的女人,出生在战乱的时代,成长在贫穷饥饿的年代。她叫陈玉兰。青春时期,陈玉兰经人介绍嫁给了一个质朴诚实的男人,生育了一双儿女,当她感到幸福终于降临她的身边时,家中的顶梁柱丈夫却意外去世,那一年她的儿子才刚满四岁,女儿才咿呀学语。颠簸的命运,坎坷的经历,重重将这个淳朴的女人击垮,她抱着一双儿女撕心裂肺的哭到晕厥,待她醒来时,儿子站在床边端了一杯水她喝,指着窗外对她说:“妈妈,你看,过年了,外面放爆竹,好美……”陈玉兰擦干眼泪,紧紧的抱紧儿子和女儿……
Jest kobietą, która znosi trudy, urodziła się w czasie wojny, dorastała w czasach ubóstwa i głodu. Nazywa się Chen Yulan. W młodości Chen Yulan przedstawiła, że wyszła za prostego i uczciwego mężczyznę i urodziła dwójkę dzieci, a kiedy wreszcie przyszło jej szczęście, jej mąż nieoczekiwanie zmarł, a jej syn miał zaledwie cztery lata. , Moja córka bełkotała i uczyła się. Trudny los, wyboiste doświadczenie zmiażdżyły tę prostą kobietę, płakała z dwójką dzieci, ze złamanym sercem i zemdlała. Kiedy się obudziła, syn stanął przy łóżku i przyniósł jej szklankę wody. Spojrzawszy przez okno, powiedziała: „Mamo, spójrz, to chiński nowy rok. Pięknie jest mieć petardy na zewnątrz ...” Chen Yulan otarł łzy i mocno przytulił syna i córkę…
从这以后,这个淳朴的女人就挑起家庭的重担,不辞劳苦的工作,她质朴的心愿就是能够让儿女能够有口饭吃,过年过节也能够跟儿女放几个爆竹。父亲离去时的那一年的烟花,母亲的泪,那一幕像一枚印记一般铭记在黄蔚德内心的深处。看着母亲的流淌的汗水,日渐佝偻的身体,少年的黄蔚德小学读到三年级就辍学,到一家爆竹厂做小工,主动选择最危险的给爆竹加火药的工作,只为一天能够多赚几毛钱工资。
Od tamtej pory ta prosta kobieta obciążyła rodzinę i ciężko pracowała, a jej prostym życzeniem jest, aby jej dzieci mogły jeść i jeść, oraz aby wraz z dziećmi założyła kilka petard w czasie Nowego Roku i Nowego Roku. Fajerwerki tego roku, kiedy mój ojciec wyszedł, łzy matki, scena została odciskana w głębi serca Huanga Weide'a jak znak. Obserwując pot i rosnące ciało matki, młoda szkoła podstawowa Huang Weide porzuciła szkołę, gdy był w trzeciej klasie, pracowała jako drobny pracownik w fabryce petard i podjęła inicjatywę wyboru najbardziej niebezpiecznej pracy polegającej na dodaniu prochu do petardy. Tylko na jeden dzień zarabiał więcej Kilka centów pensji.
就这样一做就是十二年,从计件小工,做到烟花技术师父,勤奋好学的黄蔚德那时最大的愿望就是,希望母亲不要那么辛苦,家里人能够每餐都能吃顿饱饭,过节过年,能陪母亲妹妹一起放爆竹。改革开放的春风终于吹到了浏阳,黄蔚德在家里开了个小小的烟花作坊,得益于母亲和黄蔚德多年来经常将家中的粮米赠送给村里没有饭吃的村民,很多人都主动来给黄蔚德做手工,村里大事小事喜事节日也都会来黄蔚德家里买烟花爆竹。黄蔚德的烟花作坊很快就做的红火起来。
Było to dwanaście lat: od akordu, mistrza technologii fajerwerków, pracowitego i pracowitego największym pragnieniem Huanga Weide w tym czasie było mieć nadzieję, że jego matka nie będzie taka ciężka. Nowy Rok może towarzyszyć matce i siostrze z petardami. Wiosenna bryza reform i otwarcia wreszcie uderzyła w Liuyang Huang Weide otworzył w domu małe warsztaty z fajerwerkami. Dzięki swojej matce i Huang Weide często przekazywał zboże i ryż w swoim domu wieśniakom, którzy nie mieli jedzenia w wiosce. Wiele osób podjęło inicjatywę, aby dać Huang Weide zajmuje się sztuką i rzemiosłem, a główne wydarzenia w wiosce i szczęśliwe wydarzenia przybędą również do domu Huang Weide, aby kupić fajerwerki i petardy. Warsztaty fajerwerków Huanga Weide wkrótce stały się popularne.
黄蔚德的勤奋好学,乐善好施,深得人心,浏阳的第一家民营工厂浏阳水泥厂,众人把他推荐为厂长。在大家还拿着30块一个月工资的年代,黄蔚德将一家名不见经传的民营小厂,做到年利润超600万,出口全球,他花了整整十二年。
Staranność, ciężka praca i dobro Huanga Weidea podbiły serca ludzi: pierwsza prywatna fabryka Liuyanga, Liuyang Cement Factory, została przez niego rekomendowana jako dyrektor. W czasach, gdy wszyscy nadal mieli 30 pensji miesięcznie, Huang Weide sprzedał mało znaną prywatną fabrykę z rocznym zyskiem przekraczającym 6 milionów i eksportował ją na cały świat. Zajęło mu to pełne 12 lat.
那一年,也是过年,家家户户都走亲串户,烟花爆竹,热闹非凡。黄蔚德扶着母亲站在门口看小孩子们放烟花爆竹,只见一个衣衫褴褛的约莫10岁孩童,手里拿着一只碗也站在一旁看眼花,眼里写满着——希望,幸福。黄蔚德眼睛湿润了,他似乎看到了儿时的自己,他想起了父亲走的那年过年他妈妈的眼泪,他端上一大碗饭菜递给了那个乞讨的孩子,然后将口袋的钱全都掏出来交给孩子对他说:“孩子,回去跟家人吃团圆饭,放爆竹。”回头望着母亲,母亲望着黄蔚德眼里满是泪水,却绽放着欣慰的笑容。
Był to także chiński nowy rok: wszyscy poszli do rodziny, fajerwerków i petard. Huang Weide pomógł matce stanąć przy drzwiach i obserwować dzieci pokazujące fajerwerki Widziałem obdartego około 10-letniego dziecka trzymającego w ręce miskę i patrzącego na bok, oszołomionego, oczy pełne nadziei i szczęścia. . Huang Weide miał mokre oczy. Wydawało się, że widzi siebie samego z dzieciństwa. Przypomniał sobie łzy matki, kiedy jego ojciec opuścił Nowy Rok. Przyniósł dużą miskę jedzenia dla żebrającego dziecka, a następnie wyjął wszystkie pieniądze z kieszeni. Podejdź do dziecka i powiedz mu: „Dzieci, wróć na rodzinny obiad z petardami.” Spojrzawszy na matkę, matka spojrzała w oczy Huanga Weide'a pełne łez, ale uśmiech ulgi.
望着天上绚烂夺目的烟花爆竹,黄蔚德擦干眼泪,他决定重新回到烟花行业。这绚烂的烟火,述说着老百姓对国泰民安的淳朴心愿,对幸福的美好期盼。这美丽的烟火,见证着老百姓合家团圆的幸福欢乐,对喜庆的美好追求。
Patrząc na olśniewające fajerwerki i petardy na niebie, Huang Weide otarł łzy i postanowił wrócić do przemysłu fajerwerków. Ten wspaniały fajerwerk opisuje proste aspiracje ludzi do Guotai Min'an i piękną nadzieję na szczęście. Ten piękny fajerwerk świadczy o szczęściu i radości rodzinnego zjednoczenia zwykłych ludzi i pięknej pogoni za świętowaniem.
他给他的烟花事业取名——庆泰。黄蔚德希望把所有生命和全部精力都付出到这个能够给人带来希望和幸福的烟花事业里,能够帮助更多的人拥有快乐和幸福也是他母亲一生的追求和心愿。现在的黄蔚德再做烟花心愿已经不是只为家人吃饱饭,今天黄蔚德做庆泰烟花的心愿是:世界每个地方,绚烂美丽的烟花下,有着孩童天真快乐的笑脸;有着爱侣们相伴甜蜜的笑脸;有着亲人们团圆的幸福笑脸,有着喜庆时人们的欢愉;有着落寞时对希望的期盼;有着老人们对过去幸福时刻的追忆;美好的烟火,能够给人们带来喜庆吉祥,能够带给人们美好希望。美丽的烟火,是中国人的智慧,是中国人对幸福的信仰,也是中国人送给世界最好的礼物。
Swą karierę fajerwerków nazwał Qingtai. Huang Weide ma nadzieję poświęcić całe swoje życie i energię karierze fajerwerków, która może przynieść ludziom nadzieję i szczęście, a także pomóc większej liczbie ludzi w radości i szczęściu. Jest to również pogoń i pragnienie jego matki. Teraz życzenie Huang Weide'a do robienia fajerwerków nie jest już tylko pożywieniem dla jego rodziny. Dzisiaj życzenie Huanga Weide'a do robienia fajerwerków Qingtai brzmi: Wszędzie na świecie, pod wspaniałymi i pięknymi fajerwerkami, są niewinne, szczęśliwe uśmiechy dzieci; słodyczy towarzyszą kochankowie Szczęśliwe twarze po zjednoczeniu bliskich, radość ludzi, kiedy są szczęśliwi, nadzieja na nadzieję, gdy są samotni; wspomnienia starych ludzi o przeszłych szczęśliwych chwilach, piękne fajerwerki, które mogą przynieść ludziom radość i szczęście Może dać ludziom dobrą nadzieję. Piękne fajerwerki to mądrość Chińczyków, chińska wiara w szczęście i najlepszy prezent, jaki Chińczycy dają światu.
黄蔚德他传承了母亲勤奋好学,乐善好施,百善孝为先的品性,为了完成母亲一生夙愿,他把庆泰烟花,二十年的时间,从一家民营小厂,每年以30%以上的增长率,发展成固定资产1.6亿元,总占地面积超过5500亩,员工超过3000人,产能数十亿的大型烟花集团公司。从花中炮这一单品收千家万户追捧到橘子洲头烟花,奥运烟花供应商,取得国际专利无数,获得国际大奖无数,为中国的烟花行业的推动,有着历史性的意义。
Huang Weide odziedziczył po matce pracowite, pracowite i miłosierne oddanie Aby spełnić od dawna życzenia matki, wziął Qingtai Fireworks na 20 lat z małej prywatnej fabryki o rocznej stopie wzrostu ponad 30%. Rozwinął się w dużą spółkę z grupy fajerwerków z aktywami trwałymi 160 milionów juanów, o łącznej powierzchni ponad 5500 akrów, ponad 3000 pracowników i miliardami mocy produkcyjnych. Od pojedynczego przedmiotu Huahua Cannon, który jest poszukiwany przez miliony gospodarstw domowych, po Orange Island Fireworks i Olympic Fireworks Suppliers, zdobył liczne międzynarodowe patenty i liczne międzynarodowe nagrody, które mają historyczne znaczenie dla promocji chińskiego przemysłu fajerwerków.
今天已经66岁的黄蔚德谈起母亲曾经的苦难仍会眼睛湿润,他经常对人说:“我在烟花行业做了快五十年,只为了烟花能够让母亲开心的笑,我用五十年执着希望能够做到业内第一,只为让我母亲能够为儿子感到骄傲,烟花飞上天绚烂绽放的那一刻,天下母亲那一刻开心的笑,我为此,付出了我一生,无悔。”
Huang Weide, obecnie 66 lat, wciąż ma mokre oczy, gdy mówi o cierpieniu swojej matki. Często mówił ludziom: „Jestem w branży fajerwerków od prawie 50 lat. Tylko dlatego, że fajerwerki mogą sprawić, że mama się uśmiechnie, używam go przez 50 lat. Mam nadzieję, że będę pierwszym w branży, aby moja matka była dumna ze swojego syna, w chwili, gdy fajerwerki wylecą w niebo, matka świata uśmiechnęła się radośnie i zapłaciłam za to całe swoje życie ”.
submitted by LegitimateScientist8 to u/LegitimateScientist8 [link] [comments]


2018.08.03 14:02 SoleWanderer Krystyna Janda Ona się za nas modli, czyli pani Honorata

Mówiłam, że chciałabym napisać książkę o moich gosposiach. Nigdy jej nie napiszę, ale pani Honorata na pewno godna jest książki.
Spotkałyśmy się na dwa dni przed moim pierwszym ślubem, w kościele. Ona - biednie ubrana, wiejska, stara kobieta ze śmiesznie zadartym nosem (perkatym, jak potem zawsze mówiła), ja - studentka III roku PWST, przerażona, że za dwa dni wyprowadzę się od rodziców i będę musiała rozpocząć samodzielne życie.
Zapytałam, dlaczego płacze. Odpowiedziała, że była dwanaście lat u krewnych, wychowała im dzieci, teraz jest już niepotrzebna, a na wieś wrócić nie może, bo oddała gospodarstwo wychowankowi, który jej nie chce. Słowem - nie ma gdzie się podziać.
Bez namysłu zaangażowałam ją jako gosposię i przyprowadziłam mamie do domu. Miała nocować u moich rodziców (pod Warszawą) i dojeżdżać codziennie rano do naszej małej, wynajętej kawalerki. Robić zakupy, gotować, sprzątać i na noc wracać znów do rodziców.
Wszyscy patrzyli na mnie przerażeni. Wyglądała bardzo biednie, nikt nie rozumiał, co mówi, bo mówiła najczystszą, najpiękniejszą gwarą z Tarnowskiego, a ja, dziwnie spokojna, czułam, że jest to jedna z najsłuszniejszych decyzji w moim życiu.
I tak się zaczęło moje dwunastoletnie życie z Honoratą. Dzięki niej bezpieczne, dzięki niej radosne, dzięki niej spokojne, dzięki niej, dzięki niej...
Dziś wiem, że po moich najbliższych była dla mnie najważniejszym człowiekiem, a spotkanie jej należało niewątpliwie do najszczęśliwszych przypadków w moim życiu.
Byłam zawsze ja, ona i moje dziecko. Mężowie, rodzina, przyjaciele, znajomi byli w jej oczach wrogami. Była ona i ja, ona mnie broniła, uważając, że wszyscy poza nią mnie krzywdzą i chcą wykorzystać.
Mówiłam do niej zawsze: "pani Honorato"; a ona do mnie - "ty", podobnie jak do wszystkich naszych znajomych. O moich mężach mówiła "ón". Wchodziłam do domu i od razu otrzymywałam poufną informację szeptem:... ón śpi, ónego nima, ón ma gościa ... "ón" - wróg, obcy, zagrożenie. W jej chłopskiej mentalności - pan, którego można i trzeba traktować z przymrużeniem oka, a na pewno nie dopuszczać do tajemnic domowych.
Dopóki chodziła po moim domu w rozdeptanych kapciach, śpiewała od piątej rano godzinki na zmianę z wyklinaniem naszego kota, wiedziałam, że nic złego stać się nie może ani mnie, ani mojemu dziecku. Bo ona modli się, czuwa, rządzi. "Kochana Matko! Jedyna Matko!" - to do Matki Boskiej... "A pójdziesz ty w cholerę, gadzie zatracony" - to do kota... I znów: "Najświętsza Matko! Móóóódl się za nami!" - do Matki Boskiej... Towarzyszyła mi pani Honorata przez dwanaście lat, uczestnicząc w życiu, karierze, rozwodzie, wychowaniu mojej córki.
Do tego wszystkiego trzeba dodać, że Honorata nie skończyła żadnej szkoły, czytała, sylabizując, nie bardzo znała się na zegarku, a jednocześnie była jedną z najinteligentniejszych osób, jakie znałam.
Mój zawód i moja kariera
Nie wiedziała dokładnie, co robię. Mówiła: pani nadaje... nadaje w radyju, w telewizyi, w teatrze, nadaje... Na czym to właściwie polega , nie wiedziała ani jej to nie interesowało. Uważała, że kobieta w mieście nie powinna pracować. Kiedy urodziłam dziecko, przeganiała reżyserów spod drzwi (nawet wybitnych, ale ona o tym nie wiedziała), mówiąc: nima jej, nie będzie nadawać, ma dzieciaka... A na wszelkie próby perswazji odpowiadała niezmiennie: weź se, chłopie, inną, co to, mało artystków, co to, ona jedna do nadawania, dajże jej spokój...
Próbowałam to potem odkręcać. Tłumaczyłam jej, żeby przynajmniej ich nie odpędzała, tylko pozwoliła mi z nimi porozmawiać. Nawet nie chciała o tym słyszeć.
Telefon
To ja uczyłam ją z niego korzystać. Mówiła do wszystkich dzwoniących po imieniu, opowiadając ludziom całe moje życie przy okazji.
Pół roku błagałam, żeby nie odkładała słuchawki na widełki, kiedy idzie mnie poprosić do telefonu, bo wtedy rozmówcę rozłącza. Krzyczałam w furii, że słuchawkę odkłada się obok aparatu. Wtedy mówiła: no przecie wiem, cego się wścikas...
Po czym odwracała się z godnością, obrażała i za chwilę robiła to samo.
Po pół roku nauki pewnego dnia zadzwonił telefon, kiedy byłam w wannie, jak zwykle opowiedziała temu komuś, co robię, jak długo i co ona o tym myśli, a w ogóle jak można się tak często kąpać, u nich na wsi Józek od Łapów umarł na dzień przed ślubem, bo się wykąpał i wsiadł na motor z mokrą głową, a ja codziennie z mokrą głową gdzieś lecę, po czym poszła poprosić mnie do telefonu. Kiedy mokra, ociekająca wodą zobaczyłam, że słuchawka leży na widełkach... dostałam szału! I wtedy ona podeszła spokojnie ze słowami:
A do słuchawki:
I z triumfem, a zarazem pogardą mi ją podała. Po prostu tym razem ten ktoś się jakimś cudem nie rozłączył, czekał, zupełnie zresztą nie rozumiem dlaczego - i pół roku nauki poszło na marne.
Ubieranie się
Ona zawsze w czyściutkiej sukience "na co dzień" i chustce w wielkie róże na głowie - i w domu, i poza domem. W niedzielę w brokatowej sukience "kościelnej" i w "gazowce" w róże. Trzecia, czarna suknia, na śmierć, i chustka w srebrne róże - prezent ode mnie z Ameryki - leżała w walizeczce pod łóżkiem.
Z okazji wszystkich uroczystości i rocznic chciała, żebym jej kupowała ciepłe "galoty" i wełniane pończochy, a raz w roku, na wiosnę, wiozłam ją na bazar Różyckiego po dwie pary butów - czarne sandały i brązowe półbuty.
Kiedyś jeździłyśmy autobusem (nie miałam samochodu). Po wejściu do warszawskiego autobusu mówiła głośno "pochwalony", szukała miejsca, po czym, często zganiając jakiegoś młodego mężczyznę, sadzała mnie - zawstydzoną, młodą, dwudziestoparoletnią - siłą, a sama (staruszka) stawała przy mnie, głośno oznajmiając pasażerom:
I uśmiechała się radośnie do wszystkich.
Potem zaczepiała pierwszą kobietę przede mną albo za mną i pytała, czy jest zdrowa, czy ma dzieci, do jakiego kościoła chodzi i co u nich ksiądz mówił w niedzielę na kazaniu. Wysiadając, życzyła całemu autobusowi szczęść Boże, a do mnie krzyczała:
Na początku wstydziłam się tego wszystkiego, później nie zamieniłabym tych podróży na nic innego.
Na bazarze zaczynał się niebywały teatr z targowaniem się, obrażaniem na sprzedawców, udawaniem, że nam nie zależy (bo i mnie kazała w tym uczestniczyć). Początkowo wściekła, chciałam płacić za wszystko i prawie ze łzami w oczach syczałam do niej, że to moje pieniądze i mogę sobie z nimi robić, co chcę. Później zrozumiałam, że to nie chodzi o pieniądze, że ona nie potrafi inaczej i że to jej sprawia przyjemność. A dumy z utargowanycłi dwudziestu złotych nie da się z niczym porównać.
Ja ubierałam się tak, że ona żegnała się za każdym razem na mój widok i mówiła:
Pewnego dnia przyszła ze spaceru z dzieckiem zadowolona i jakby z czymś wewnętrznie pogodzona. Zapytałam, o co chodzi... Odpowiedziała:
Kamień spadł jej z serca. Zawstydzało ją moje przebieganie z łazienki czy poszukiwanie bielizny rano, nago, a mnie nigdy nie przyszło do głowy, że to może być dla niej problem. Kochana pani Honorata. Kiedyś mi powiedziała, że jej nikt nigdy nie widział gołej, nawet mąż, a ja, śmiejąc się, zażartowałam, że może nie było co pokazywać (wulgarna idiotka).
Dziecko
Moją córkę ubierała tak, że wstydziłam się ją odbierać z przedszkola.
Potem machnęłam ręką na niekonwencjonalne zestawy wzorków czy kolorów, a nawet szokujący zestaw "spódniczka i spodenki" jednocześnie, żeby było ciepło... Bo po pierwsze, nie chciałam Honoracie robić przykrości, a po drugie, dziecko rzeczywiście nigdy nie chorowało, nigdy nie było nawet lekko przeziębione. Jakie więc znaczenie miały wymowne spojrzenia innych matek i kiwanie nade mną głowami? Dopóki Marysia nie zorientowała się, że coś jest nie tak, nie interweniowałam.
Swoją drogą, chciałabym móc pokazać państwu choć raz moją córkę ubraną "ciepło i wygodnie" przez Honoratę, tego się nie da, niestety, opisać.
Telewizja
Dla niej okno, w dosłownym znaczeniu, na świat to była telewizja. Oglądała telewizję tylko ze mną, kiedy wracałam wieczorem, często dopiero po spektaklu. Nigdy nie kładła się spać przed moim powrotem. Zawsze czekała, żeby mi towarzyszyć, przynajmniej kilka minut, i gadała, gadała, gadała... Oglądanie telewizji wyglądało mniej więcej tak...
Jest godzina jedenasta wieczór, powiedzmy - ostatnie wiadomości.
Ona:
Ja:
Ona (obrażona):
Za chwilę...
Ona:
Ja:
Ona:
Podają informacje, że przypłynęły do Polski owoce cytrusowe.
Ona:
Ja:
Ona (obrażona):
I tak latami.
Pewnego dnia, zmęczona, w samotności chciałam obejrzeć swoją rolę w Teatrze Telewizji.
Honorata przyszła z okularami na czubku nosa, "Expressem" (którego nigdy nie zapominałam przywieźć) i herbatą dla mnie. Cały czas sylabizowała gazetę na głos, komentując każde odcyfrowane zdanie.
W końcu nie wytrzymałam:
Spojrzała na ekran i nagle mnie poznała. Zamarła. Pierwszy raz zmaterializowało się to, o czym mówiłam tyle razy. Byłam tam i siedziałam jednocześnie koło niej. Powoli spoglądała to na mnie, to na ekran. Słyszałam, jak sapie z wysiłku i jak pracuje jej mózg... I nagle... roześmiała się chytrze, jak ktoś, kto i tak jest górą, i poszła spać. Wolała nie rozumieć. A może to grzech?
Rano była na mnie obrażona.
Zwierzęta
Gady - jak je nazywała.
A rezultat był taki, że odkąd pamiętam, była ona i kot. Kot zawsze przy niej, tłusty, zadowolony z życia, wsuwający pysk do wszystkich garów, jak mówiła, przeganiany ścierką, ale w jakiś dziwny sposób przez Honoratę lubiany.
Kiedy Marysia skończyła cztery lata, uznałam, że dziecko lepiej się chowa z psem. Kupiłam młodego boksera, podrzuciłam go do domu i... zniknęłam "w odmętach sztuki".
Minął rok, starałam się pomagać, wychodziłam czasem z psem na spacer, jeździłam w wolnym czasie z dzieckiem i psem na całe dni do lasu, ale tego wolnego czasu miałam bardzo mało.
Pies tymczasem urósł, stał się silny i niebezpieczny. Honorata nie skarżyła się nigdy, a ja nie zastanawiałam się nad "drobiazgami".
Pewnego dnia wróciłam do domu wcześniej, cieszyłam się, że odbiorę Marysię z przedszkola. Przed naszym kioskiem "Ruchu" zobaczyłam długą kolejkę, a moją panią Honoratę na miejscu sprzedawcy, uspokajającą ludzi, że ten pan zaraz wróci, jeszcze tylko minutkę, uśmiechniętą i strasznie "ważną". Po chwili ujrzałam kioskarza, który wracał ze spaceru z moim psem. Zamienili się z Honoratą miejscami, pan zaczął sprzedawać, popijając gorącą kawę, a Honorata, zaprzyjaźniona z całą kolejką, ruszyła z psem do domu.
Okazało się, że prawie siedemdziesięcioletnia staruszka nie mająca siły na spacery z silnym i nie wychowanym psem, który niemal ją przewracał, i tak sobie poradziła. Umowa z kioskarzem: szklanka kawy za spacer z psem - była dla obojga korzystna.
Ta historia pierwszy właściwie raz uświadomiła mi "wielkość" Honoraty, jej wspaniałomyślność i moją "małość", egoizm i wygodnictwo.
Teraz jeszcze widzę ją, huśtającą się spokojnie na bujanym fotelu i wałkującą kota nogą na podłodze (ulubiona pieszczota), kiedy zostawiłam ich oboje samych, nie wiadomo na jak długo, tuż po ogłoszeniu stanu wojennego.
Gdy w rok później, pewnego dnia wieczorem, weszłam z dzieckiem do domu po podróży samochodem na trasie Paryż-Warszawa, bez przerwy, zastałam taki sam obrazek - niezmącony spokój, Honorata w fotelu, wałkująca nogą kota, z różańcem w ręku.
Zapytałam, dlaczego nie ogląda telewizji, dlaczego siedzi po ciemku. Odpowiedziała:
I jak gdyby nigdy nic, jakby nie było tego jej roku samotnego życia w stanie wojennym i naszej nieobecności, poszła nam zrobić herbatę...
Wychowanie dziecka
Honorata nie miała swoich dzieci. Pewnie wiele razy w życiu roniła je gdzieś podczas pracy w polu, ale nie wiedziała o tym. Opowiadała to tak:
Moje dziecko kochała jak własne, a ponadto Marysia była jej jedynym towarzystwem przez wszystkie te lata.
To Honorata wychowała moje dziecko. Inaczej być nie mogło. Początkowo byłam tym przerażona, a potem zrozumiałam, że to moje i Marysi szczęście. Wszystkie zaś podręczniki na temat psychologii dziecka, książki mówiące o wychowaniu i metodach postępowania z dziećmi, w obliczu jej metod nie miały żadnego znaczenia. Radość z tego, że się żyje, szczęście, które dają najprostsze rzeczy, prawdziwe, autentyczne dziękowanie Bogu za każde przebudzenie, za każdy zakończony dzień, każdą radość i smutek, nawet nieszczęście, miłość do ludzi i świata - oto filozofia, dzięki której wszystko nabiera harmonii. Honorata na dobranoc, sylabizując, czytała Marysi kronikę sądową z "Expressu". Opowiadała, jak w jej wsi ludzie umierali, rodzili się, chorowali i pobierali. Historie kolejnych klęsk żywiołowych, pożarów, powodzi, wichur, kołysały Marysię do snu. Opowieści o wschodach i zachodach słońca, wiośnie na wsi, pracy, świętach, postach i odpustach. A wszystko to gwarą, opowiadane pięknie, z miłością i tęsknotą.
Jajko sadzone albo zsiadłe mleko z kartoflami na kolację przez cały rok, wbrew zaleceniom pediatry, kluski, kluseczki, pierożki, omlety, nie wiem już co. Potem odchudzanie Marysi, przy akompaniamencie lamentów Honoraty nad biednym dzieckiem, co to je "stary Żyd" tak głodzi - jak mawiała nieodrodna córa polskiego ludu o lekarzu, który jednocześnie budził jej najwyższy respekt i podziw i tylko jemu pozwalała leczyć swój reumatyzm.
Moje awantury o to, że Marysia ma wszystko robić sama, że ma sobie sama zdejmować buty, żeby staruszka się nie schylała - po czym setki razy widziany obrazek, poprzedzony śpiewnym: "Maryś, Maryś, a zezujze buciki, córuś..." i Honorata na kolanach, zdejmująca buty pięcioletniemu dziecku.... Tak, moje dzikie o to awantury i porozumienie, konszachty ich obu przeciwko mnie! A wszystko przesycone miłością, dobrocią i cierpliwością Honoraty.
Nie ma takich książek na świecie, z których można by się tego nauczyć. Do dziś widzę Honoratę z "kościelnym" kalendarzem w ręku, uczącą Marysię, co kiedy zakwita, w dzień jakiego świętego, i Marysię uczącą Honoratę, jak się obsługuje pralkę, robot kuchenny czy inne urządzenie.
Rozwód
To Honorata o nim zadecydowała. Obserwowała, chodziła cicho, nie wtrącała się, aż pewnej nocy przyszła do mnie i powiedziała:
I tak się stało. Nie wiem, czy bez niej miałabym dość siły, by podjąć tę decyzję.
Nowy mąż
Pewnego dnia wieczorem siadła przy mnie.
Ja:
Ona:
Ja:
Ona:
Rozmowa dotyczyła mojego późniejszego drugiego męża.
Kościół
Honorata budowała wszystkie kościoły. Zmieniła ze mną siedem mieszkań, siedem parafii, każdy kościół budowała. Później, kiedy już prawie nie chodziła, zawoziłam ją samochodem do kolejnego budowanego kościoła i zostawiałam prawie na cały dzień latem, odbierałam po ostatniej mszy, to było całe jej szczęście.
Dziś Honorata jest w pensjonacie dla emerytowanych sióstr zakonnych i księży (co było zawsze jej marzeniem). Kiedy wysyłam Honoracie pieniądze, w miejscu na korespondencję zaznaczam na przekazie: to nie na kościół! To dla Pani! Ale i tak nie wierzę, że zatrzyma tę sumę dla siebie, więc dodaję paczkę z jej ulubionymi przysmakami.
Moi znajomi
Zawsze była u mnie bardzo samotna, dlatego każdy gość, listonosz, inkasent stanowił dla niej atrakcję i nie chciała go wypuścić z domu. Przez lata zaprzyjaźniła się z wieloma moimi znajomymi, a byli i tacy, którzy przyjeżdżali na rozmowę tylko do niej, podczas mojej nieobecności. Inni niebacznie wpadali w jej ręce i musieli zjeść pierożki, wypić herbatę i wysłuchać garści ponadczasowych, niewzruszonych prawd życiowych.
Pewnego wieczoru wróciłam do domu jak zwykle zmęczona, zła, niechętna do rozmów, po jakimś niepowodzeniu.
Ona:
Ja (zła):
Ona:
Ja:
I poszłam sobie.
Przez kilka dni wracałam późno. Ona się nie odzywała, odpowiadała tylko na pytania. Nie zwróciłam na to uwagi. Przyszła niedziela. Budzę się. Dziewiąta rano, Honorata nie poszła do kościoła. O dziesiątej idę do niej do pokoju. Płacze.
Nie odzywa się.
Wreszcie wyznaje:
Tłumaczyłam, błagałam, przepraszałam. Nic nie pomagało. Od poniedziałku zaczęła post, co w jej wieku mogło być na dłuższą metę niebezpieczne. Bardzo ją to osłabiło.
Kolejnej niedzieli skapitulowałam, poszłam do kościoła, do księdza, wszystko mu opowiedziałam (na szczęście, trafiłam na rozsądnego) i poprosiłam o pomoc. Przyszedł po południu, a po godzinie Honorata poszła z nim do kościoła na wieczorną mszę. Po powrocie zjadła kolację.
Sztuka
Zastałam ją kiedyś oglądającą solo na perkusji jakiejś sławy światowego jazzu. Nie mogła uwierzyć własnym oczom.
Po kilku minutach jego zmagań, a jej śmiechu i niedowierzania:
Żyłyśmy razem dwanaście lat. Dwanaście lat mojej pracy, kariery, premier, histerii, załamań, rozstań, nieobecności, egzaltacji, sukcesów, niepowodzeń, kontraktów zagranicznych, przyjęć, nagród, wywiadów, filmów.
Dwanaście lat jej nienaruszalnych zwyczajów, spokoju i zasad, niezależnie od tego wszystkiego.
Teoretycznie, moje życie i jej nie mogło przebiegać harmonijnie, a jednak udało się.
Dziś wiem, że dopóki Honorata żyje, nawet gdzieś tam daleko, mnie i mojej rodzinie nie stanie się nic złego, bo ona się za nas modli. Dopóki żyje, ja czuję się bezpieczna.
PS. Nie mogłam jej zabierać do teatru, bo kiedy wchodziłam na scenę, głośno się z tego cieszyła i oświadczała całej sali, że "należę do niej". Pytała siedzących obok ludzi, czy im się podobam, a na próby uciszania reagowała oburzeniem.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2018.04.01 01:39 onesadlittleboy Nowa Zelandia w czasie II wojny światowej przyjęła 732 polskich sierot-uchodźców wraz z setką opiekunów

Wiele lat później przeprowadzono z tymi dorosłymi już mieszkańcami Oceanii rozmowy, w których poproszono ich o powrót pamięcią do swoich uchodźczych przeżyć. Jest to poruszająca lektura. Fragmenty wspomnień kilkunastu różnych osób, które złożone razem pozwolą zrozumieć, czym była ta pomoc, jak wyglądało odzyskiwanie przez dzieci dzieciństwa i jak wyglądał obóz dla polskich uchodźców w Pahiatua.
PAHIATUA, 1944
„W Pahiatua czekało wielkie powitanie, grała wojskowa orkiestra, robiono zdjęcia, a wokół stały tłumy uśmiechniętych i przyjaznych ludzi. Poczuliśmy się mile widziani.” (1)
„Wieże obserwacyjne przestraszyły nas nieco, ale później je rozebrano. Były one pozostałością wcześniejszego obozu dla internowanych.” (2)
„Gdy przybyliśmy, ujrzeliśmy wszędzie rzędy szarych, wojskowych baraków. Przywykliśmy już do obozów, ale ten był zgoła inny. Panowała tu cudowna świeżość – zielone trawniki, trochę drzew i jakieś szczególne poczucie szczęścia. Może powiem inaczej – nie było tu grozy ni strachu.” (3)
„Łóżka były ślicznie posłane i mieliśmy nawet kwiaty w pokojach. Dało się tu wyczuć serdeczność ludzi, którzy to wszystko przygotowali. Nareszcie poczułam się znów bezpieczna.” (4)
„Niedługo po przyjeździe podano nam pierwszy w Nowej Zelandii posiłek. Jakby cudem wszystkie 732 dzieci zdołano pomieścić w kilku salach jadalnych. Każde dziecko otrzymało talerz i ustawiło się w kolejce przed otwartą ladą z barwnymi i smacznymi potrawami. Byłam oszołomiona taką ilością jedzenia, bo do niedawna pamiętałam nieustający głód i ciągłe poszukiwanie żywności. Odruchowo chciałam ukryć jedzenie na potem, bo myślałam, że może nie być tego więcej po tak wspaniałym początku. Ale krążyła wśród nas nasza polska nauczycielka i zachęcała do jedzenia, zapewniając nas, że jutro będzie go pod dostatkiem.” (5)
OD PONIEDZIAŁKU DO PIĄTKU
„Porządek dzienny w obozie to: kościół, posiłki, lekcje, sport, sprzątanie, higiena i spanie. Natomiast wolny czas w soboty i niedziele wypełniony był różnorodnością zajęć.” (6)
„Przydzielono nas do klas. Niektóre starsze dzieci miały przerwane lata nauki podczas tułaczki i musiały nadrabiać w klasie z młodszymi.” (7)
„W Obozie mieliśmy własną, polską szkołę. Trafiłam do czwartej klasy gimnazjalnej, która była klasą mieszaną. Uczyliśmy się łaciny i angielskiego.” (8)
„Nauczycielka rozpoczęła pierwszą lekcję, mówiąc nam, że język angielski składa się tylko z pięciu samogłosek, które wymawia się na 18 różnych sposobów, z którymi musimy się zapoznać. Potem napisała na tablicy przykłady (…) Nie miałyśmy pojęcia, o czym ona mówi.” (9)
„Pamiętam swoją pierwszą lekcję angielskiego. Nie wiem, kto był bardziej zaniepokojony tym, co ma nastąpić, nauczycielka Nowozelandka, czy my. Gdy spotkałam ją po latach i wspominałyśmy życie w obozie, dowiedziałam się, że im też było trudno uporać się z nauczaniem w tej niezwykłej sytuacji. Tutejsi nauczyciele nie mieli doświadczenia w pracy z obcokrajowcami.” (10)
„Nasza nauczycielka, pani Neligan, zdecydowała, że musimy zacząć myśleć po angielsku.” (11)
„Nigdy nie zapomnę stania po lekcjach w kolejce po swoją dawkę tranu. Należało otworzyć usta i pani wlewała nam tę wstrętną mieszankę do ust, dając kawałek chleba dla zabicia smaku. Od tej pory nie znoszę tego smaku i zapachu.” (12)
SOBOTA I NIEDZIELA
„Czasami w soboty pozwalano nam chodzić do kina w Pahiatua, na popołudniowe filmy. Podczas seansu filmowego chłopcy wymykali się, aby „pożyczyć” na chwilę rowery nowozelandzkich rówieśników, które stały przed kinem.” (13)
„Niedziele w obozie były szczególnym dniem, bo odwiedzało nas wielu tutejszych ludzi, mieszkających nawet kilkadziesiąt kilometrów od obozu. Między nimi była grupa taneczna wytatuowanych Maorysów oraz szkoccy muzykanci ze swymi kobzami.” (14)
„Pewnego dnia do obozu zawitała maoryska trupa koncertowa. Wszystko było w porządku, dopóki nie zaczęli oni swojego tańca wojennego haka. Z wrzaskiem pobiegłam w stronę drzwi, a za mną koleżanki. W sypialni wskoczyłyśmy do łóżek i ukryłyśmy się pod kocami, pozostając tam aż do rana.” (15)
„Dostałam wstrząsu po ujrzeniu po raz pierwszy Maorysów – nigdy dotąd nie oglądałam ciemnoskórej osoby.” (16)
„W niedziele odwiedzali nas mieszkańcy okolicy. Odbywało się to jak na paradzie. Dziwiliśmy się, że tak dużo ich przychodziło. Dla wielu z nich były to jak wizyty w cyrku.” (17)
„Sami robiliśmy sobie zabawki, a teren wokół był wprost bajeczny – rzeka, dziewiczy busz oraz okoliczne farmy, na które robiliśmy wypady po rzepę, za co przepędzał nas gospodarz.” (18)
„W obozowej sali wyświetlane były regularnie kreskówki oraz filmy o kowbojach, Indianach i piratach. W pamięci utkwił mi szczególnie Żeglarz Popeye i jego szpinak. Czasem oglądaliśmy też filmy dokumentalne o wojnie. Pod ich wpływem zaczęliśmy wyrabiać własną broń: pistolety z kawałków drewna oraz miecze z gałęzi drzew i bawiliśmy się w „dobrych i złych”. Nieustannie kłóciliśmy się, czyja jest tym razem kolej grać rolę złych. Nikt nie chciał nimi być, bo ci zwykle musieli umierać.” (19)
„Szczególnie lubiłam muzyczne filmy, które potem starałam się odtworzyć śpiewając i tańcząc dla dziewcząt w naszym baraku. Było w tym tyle przyjemności, że warto było łamać przepisy o ciszy nocnej.” (20)
„Z grupy 732 dzieci, 308 to chłopcy w różnym wieku, z różnymi zdolnościami i z różnym pochodzeniem. Jedni bardzo poważni i pracowici, inni niefrasobliwi, kilku „zabijaków”. Niektórzy przodowali w gimnastyce i biegach, inni wyróżniali się w grze w rugby.” (21)
„Doświadczenia kulinarne w obozie nie były wyłączną domeną dziewcząt. Wielkim wyczynem wśród chłopców było zdobycie wystarczająco cukru ze stołówki dla przetopienia na lepką „mordoklejkę” na ognisku podczas wycieczek w wolne dni.” (22)
„Pamiętam swobodę, jakiej tam doznawaliśmy. Dzięki temu prawie całkowicie udało się mnie i zapewne wielu innym nadrobić utracone dzieciństwo” (23)
„Budowanie domków na drzewach, łapanie i ujeżdżanie owiec, wdrapywanie się na drzewa i wybieranie jaj z ptasich gniazd było częścią zaznajamiania się chłopców z przyrodą. Wielu z nich nabrało wyjątkowej wprawy w ukrywaniu wypadów do okolicznych sadów i pól z soczystą rzepą. Niekiedy farmer starał się złapać sprawców, ale oni zawsze umknęli jego pogoni. Czasami poszczuł ich psami, jednak i one musiały ustąpić, skomląc po serii strzałów z procy.” (24)
„Łowienie węgorzy i pstrągów na wędkę domowej roboty zawsze zachwycało. Któryś z chłopców zabrał się do tego z dynamitem, co było głupie oraz niebezpieczne i oczywiście spowodowało dochodzenie władz obozowych, a także policji.” (25)
„Szalałam ze szczęścia. Po dwóch latach chorowania na malarię i połykania tysięcy tabelek, po osłabieniu takim, że nie mogłam wejść po schodach, po ciągłych pobytach w szpitalach i straconych lekcjach, byłam nareszcie zdrowa. Mogłam chodzić po górach, kąpać się w rzece i grać w siatkówkę. Byłam normalną nastolatką.” (26)
„Do tych cudownych ludzi zaliczam liczne rodziny, które przyjmowały polskie dzieci na szkolne wakacje. Musiało ich to kosztować dużo cierpliwości, żeby zabawiać, uczyć, a może nawet znosić kaprysy emocjonalnie uszkodzonych przez wojnę dzieci, które nie rozumiały ich mowy.” (27)
Wspomnienia:
Henryka Aulich: 20 Janina Chrzczanowicz: 4 Henryk Dziura: 23 Halina Fladrzyńska: 2, 9, 10, Ryszard Gołębiewski: 18 Dioniza Gradzik: 26, 27 Józef Jagiełło: 19, Bogusław Januszkiewicz: 6, 13, 21, 22, 24, 25 Krzysztof Jasiński: 7, 17 Zenona Łakoma: 12, Janina Malczewska: 14 Irena Ogonowska: 3, 5 Maria Rombel: 8, 11, Czesława Szach: 16 Wanda Szczawińska: 15 Regina Zielińska: 1
Źródło: Całość indywidualnych wspomnień zebrana została w wydanej dziesięć lat temu książce: „Dwie Ojczyzny. Polskie dzieci w Nowej Zelandii. Tułacze wspomnienia”.
Fragmenty przygotowane przez portal uchodzcy.info
Według UNHCR, the UN Refugee Agency obecnie 51% wszystkich uchodźców na świecie to dzieci.
submitted by onesadlittleboy to Polska [link] [comments]


2017.03.07 21:41 Max052 Studia czy nie studia?

Hej, jako że widziałem że sporo osób tutaj zajmuje się programowaniem, pomyślałem że spytam o opinie w temacie który mnie od dłuższego czasu męczy a mianowicie.Za 2 miesiace maturka i zastanawiam sie co potem? Studia informatyczne czy poszukiwanie pracy. Interesuje się programowaniem jakiś czas, czuje ze to jest to co chciałbym robić w życiu bawie się teraz głównie technologiami webowymi Railsy, javascript. Mysle ze mam jakiegiegoś skilla (link do githuba jakby ktos chcial zerknąć https://github.com/Max051 ). Jednak rodzice mocno namawiają mnie do studiów jedyną możliwą uczelnią jest Politechnika Łodzka. Czy robienie studiów dla samego papierka na tej (nie najbardziej elitarnej XD uczelni) sie opłaca? Miał ktoś też taki dylemat? Będę wdzieczny za jakiekolwiek rady.
submitted by Max052 to Polska [link] [comments]


2017.03.06 12:16 ben13022 Kosmos Humboldta. Jak zapomnieliśmy o niemieckim geniuszu.

Za życia sławą ustępował tylko Napoleonowi, inspirował setki uczonych, poetów i prozaików. Popadł w zapomnienie, choć niemal w pojedynkę wymyślił naturę.
Kiedy w 1847 roku ukazał się drugi tom „Kosmosu", dzieła życia Alexandra von Humboldta, pruski naturalista – tym terminem określano wówczas przyrodników – z niepokojem pytał swego wydawcę o reakcje. Nigdy nie zapominał negatywnych recenzji, choć te prawie się nie pojawiały. Wydawca Johann Georg von Cotta uspokoił swojego autora, zapewniając, że ludzie „dosłownie bili się" o egzemplarze, a jego biura zostały „wręcz splądrowane". Publikacja cieszyła się takim powodzeniem, że oferowano za nią łapówki, a paczki z książkami przeznaczonymi dla księgarzy w Londynie i Petersburgu w tajemniczych okolicznościach ginęły, trafiając do – jak pisze w świetnej biografii Humboldta „Człowiek, który zrozumiał naturę" Andrea Wulf – „zdesperowanych klientów w Hamburgu i Wiedniu".
Humboldt był wówczas u szczytu. Pierwsze dwa tomy „Kosmosu" z czterech opublikowanych za jego życia doczekały się w ciągu czterech lat aż trzech angielskich wydań (wyłączając skandalicznie źle przetłumaczoną wersję piracką), rozchodząc się w nakładzie 40 tysięcy egzemplarzy w samej Wielkiej Brytanii. W Niemczech pierwszy tom sprzedał się w kilka miesięcy w 20 tysiącach. Przekłady, w tym na język polski, pojawiły się natychmiast. Wspomniany von Cotta mówił o „epokowej" popularności książki. Nie widział tylu zamówień nawet wtedy, gdy Goethe – zresztą przyjaciel Humboldta – opublikował swoje opus magnum, „Fausta".
Skąd wzięło się to szaleństwo na punkcie „Kosmosu"? Otóż Humboldt pisał o przyrodzie jak nikt przed nim, łącząc wrażliwość poety z niekwestionowanym autorytetem naukowca. W jego prozie kolorowe promienie zorzy „splatały się w migoczącym morzu ognia", a opowieści o migracjach ludzi, o roślinach i zwierzętach sąsiadowały z trudniejszymi zagadnieniami i nowatorskimi ustaleniami na temat magnetyzmu ziemskiego, wulkanów czy linii wiecznego śniegu. Zachwyt artysty i „twórcza siła wyobraźni" były dla tego berlińczyka tak samo istotne, jak skrupulatność pomiarów i sumienność naukowca. W drugim tomie – równie popularnym co pierwszy – Niemiec ukazał historię ludzkości od czasów starożytnych do współczesności, ale zamiast suchych faktów pisał m.in. o poezji, sztuce, polityce, rolnictwie, a także o uczuciach.
W całym „Kosmosie" Humboldt przedstawił swoją wizję świata i życia, nad którą pracował przez bez mała pół wieku. Świat organiczny w jego ujęciu przestał być sumą części, którą chcieli w nim widzieć oświeceniowi naturaliści. Humboldt odrzucił mechanicyzm, dojrzał w naturze „żyjącą całość", w której wszystko jest ze sobą powiązane i tworzy przypominającą sieć „misterną konstrukcję". „W tym wielkim ciągu przyczynowo-skutkowym – pisał, wyprzedzając epokę – żaden element nie może być rozważany w oderwaniu od innych".
Ale już przed wydaniem „Kosmosu" uważano Humboldta za największego naukowca swoich czasów – uchodził za człowieka, który zrewolucjonizował sposób postrzegania świata ożywionego. Legendą uczyniła go pięcioletnia podróż, w trakcie której oczarowały go tropiki, wspiął się na uważany wówczas za najwyższy szczyt na Ziemi ekwadorski wulkan Chimborazo i dowiódł, że istnieje wodne połączenie między dwiema największymi rzekami Ameryki Południowej: Amazonką i Orinoko. Zasłynął między innymi tym, że wymyślił znane dziś ze wszystkich map pogody izotermy, odkrył równik magnetyczny, wprowadził pojęcia wegetacji i stref klimatycznych. Jako pierwszy mówił też – na przykładzie wenezuelskich plantacji – o szkodliwych zmianach klimatycznych wywołanych przez człowieka. Zamiast umieszczać rośliny w przyjętych z góry kategoriach, ukazał wegetację przez pryzmat klimatu i położenia, co było radykalną nowością, która dziś kształtuje nasze rozumienie ekosystemów, a jego „Ansichten der Natur" („Widoki natury") dały początek nowoczesnej literaturze podróżniczej.
Jeśli chcielibyśmy sporządzić krótką listę tych, którym Humboldt dostarczył inspiracji, znalazłyby się na niej niemal wszystkie największe znakomitości XIX wieku z zakresu nauk przyrodniczych. Humboldt natchnął między innymi: autorów teorii ewolucji Charlesa Darwina i Alfreda Russella Wallace'a, ojca nowoczesnej geologii Charlesa Lyella, ojca ekologii Ernsta Häckla i George'a Perkinsa Marsha, który zainicjował współczesną ochronę przyrody. A mowa tu wyłącznie o wpływach bezpośrednich i takich, do których naukowcy otwarcie się przyznawali! „Nic nigdy nie rozbudziło mojego zapału bardziej niż »Personal Narrative« Humboldta" – pisał Darwin, dodając, że „znał ją niemal na pamięć". Darwin wprost „wielbił" Humboldta. Bez niego nie wsiadłby na okręt „Beagle", a co za tym idzie nie dotarłby na Galapagos, gdzie narodziły się zręby jego najważniejszej teorii. Warto zresztą dodać, że i Humboldt cenił Darwina. Po lekturze „Podróży na okręcie »Beagle«" napisał do niego: „Ma pan przed sobą wspaniałą przyszłość".
Ale berlińczyk inspirował nie tylko naukowców. Dla Goethego był częściowym natchnieniem przy kreacji postaci Heinricha Fausta, pojawia się także w jego „Powinowactwach z wyboru", w których Ofelia mówi: „Jakże chętnie słuchałabym kiedyś opowiadającego Humboldta". Wielu ludzi miało się zresztą przekonać o prawdziwości słów największego niemieckiego poety, że spędzić kilka dni z autorem „Kosmosu" to „jak przeżyć kilka lat". Wszechstronną wiedzą oszałamiał, a poza tym... nie dawał nikomu dojść do słowa. Humboldt zainspirował ponadto „Waldena" Henry'ego Davida Thoreau, a także ostatni poemat Edgara Allana Poego „Eureka" (odpowiedź na „Kosmos"). Hołdem dla jego wypraw jest „Wspaniałe Orinoko" Jules'a Verne'a (kapitan Nemo ma z kolei wszystkie dzieła Humboldta). Cytują go zresztą właściwie wszyscy wielcy romantycy – obok utworów Goethego i Poego naturalista gości także w twórczości lorda Byrona, Williama Wordswortha i Walta Whitmana.
Autor „Kosmosu" pochodził z dobrej pruskiej arystokratycznej rodziny. Urodził się w Berlinie w 1769 roku. Jego ojciec, Alexander Georg, był szambelanem u Fryderyka Wilhelma II (chrzestnego Alexandra, który z kolei będzie piastował tę samą funkcję u dwóch kolejnych Fryderyków Wilhelmów), matka Marie Elisabeth była córką bogatego przedsiębiorcy. Zimy Humboldtowie spędzali w Berlinie, miesiące letnie w rodzinnej posiadłości w Tegel. Alexander Georg zmarł, gdy jego synowie Alexander i Wilhelm mieli odpowiednio 9 i 11 lat. Śmierć ojca oznaczała koniec sielskiego dzieciństwa. Apodyktyczna matka – być może to jej zawdzięczał cięty język, z którego słynął – postanowiła zapewnić chłopcom jak najlepsze wykształcenie i zatrudniła wymagających guwernerów. Nigdy nie była zadowolona z ich postępów, a sam Alexander uchodził nawet za przygłupiego. Marie Elisabeth miała też jasno określoną wizję przyszłości synów: pragnęła, by pracowali w pruskiej administracji.
Choć przyrodnicze zainteresowania Humboldta ujawniły się już w jego dzieciństwie, chłopak nie zamierzał buntować się przeciwko matce. Wprawdzie marzył o podróżach, ale ukończył Akademię Górniczą we Freibergu i mimo wszystko przygody z górnictwem nie traktował do końca jako przykrego zesłania. Trzyletni kurs na uczelni zajął dysponującemu wprost niewiarygodną pamięcią młodzieńcowi osiem miesięcy i w wieku zaledwie 22 lat został on inspektorem górniczym. Na tym nie koniec – porażony brakiem podstawowej wiedzy u górników, napisał dla nich podręcznik. Skonstruował lampę działającą głęboko pod ziemią, wynalazł maskę do oddychania, wreszcie zaś otworzył darmową szkołę dla górników (warto dodać, że jego brat założył pierwszy berliński uniwersytet, znany dziś jako Uniwersytet Humboldtów). Wymarzoną wyprawę do Ameryki Południowej umożliwiły Alexandrowi śmierć matki w 1796 roku i spadek w wysokości stu tysięcy talarów (jak ogromna to suma uświadamia fakt, że wystarczyła ona z nawiązką na pięcioletnią podróż, a kiedy Fryderyk Wilhelm III przyznał mu przyzwoitą roczną pensję jako szambelanowi, miała ona wysokość 2,5 tysiąca talarów).
Gdy tylko odziedziczył pieniądze, zabrał się do dzieła. Najpierw uznał, że musi się dokształcić z geologii, botaniki, zoologii i astronomii. W Jenie eksperymentował z elektrycznością, w Dreźnie opanował sekstans, w Wiedniu badał rośliny tropikalne w cieplarniach cesarskich ogrodów. Zimę spędził w Salzburgu, gdzie zdobywał doświadczenie w pomiarze gór i meteorologii. W 1798 roku był już gotów, ale z powodu wojen morskich nie mógł opuścić Francji drogą morską. Szczęśliwie rok później udało mu się wyprosić u króla Hiszpanii Karola IV paszport umożliwiający poruszanie się po wszystkich hiszpańskich terytoriach zamorskich. 16 lipca 1799 roku Humboldt wraz z poznanym w Paryżu botanikiem Aimé Bonplandem przybył do Cumany w Nowej Andaluzji (dzisiejsza Wenezuela). Bogactwo tropikalnego życia z miejsca go poraziło.
W lutym 1800 roku wybrał się na poszukiwanie Casiquiare, rzeki łączącej Orinoko z Amazonką, której istnienie powszechnie podawano w wątpliwość. W ciągu czterech miesięcy niesamowitej wędrówki pokonał niespełna 2800 kilometrów. Sławę przyniosły mu już same listy z podróży, w których opisywał cuda natury. Czytelnicy nie mogli się oprzeć choćby tchnącemu duchem epoki opisowi wnętrza ekwadorskiego wulkanu Pichincha: „Nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie nic równie ponurego, bezgranicznie smutnego i ostatecznego jak to, co tam zobaczyłem". Podczas gdy w Europie znano 6 tysięcy gatunków roślin, Humboldt przywiózł ze swej wyprawy 60 tysięcy okazów, w tym 2 tysiące gatunków, o których do tej pory w Europie nikt nie słyszał. „Czytał rośliny – pisze Andrea Wulf – jak inni czytają książki".
Tak szczęśliwy jak w Ameryce Południowej miał już Humboldt nie być nigdy, po powrocie do Europy osiadł w Paryżu, do Berlina – prowincjonalnego, jak zauważał – wybrał się dopiero rok później i utknął tam z powodu wojny Prus z Francją. Ale to Paryż miał się stać – ku zgorszeniu niektórych rodaków – jego drugim domem, tam środowisko naukowe było najprężniejsze. Humboldt nie wiedział, że na następną wyprawę przyjdzie mu czekać ćwierć wieku. Marzył o Indiach i Himalajach, ale Kompania Wschodnioindyjska – znająca poglądy niemieckiego naturalisty na niewolnictwo – storpedowała jego plany.
Ponownie miał wyruszyć dopiero w 1829 roku do Rosji, gdzie zobaczył i zbadał Sybir, Ałtaj, Step Kazachski i Morze Kaspijskie. Druga wyprawa, choć nie tak efektowna, pomogła mu ostatecznie „scalić, potwierdzić i powiązać" wszystko, nad czym latami pracował. Rosjan najbardziej uradowało to, że potwierdziła się teza Humboldta, iż występowaniu złota i platyny towarzyszy obecność diamentów. W trakcie wyprawy odnaleziono je na Uralu. W Orsku Humboldt poznał z kolei Polaka Jana Prospera Witkiewicza, zagorzałego miłośnika jego twórczości i zesłańca, któremu karę śmierci za udział w organizacji uczniowskiej Czarni Bracia zamieniono na dożywotnią służbę wojskową na Syberii. Niemiec marzył o wyzwoleniu rosyjskich chłopów, ale wiedział, że to nierealne, udało mu się jednak wpłynąć na ułaskawienie kilku skazańców. Za jego wstawiennictwem Mikołaj I awansował i przeniósł Witkiewicza.
Humboldt nie pojawił się oczywiście znikąd, samorodni geniusze, którzy w pojedynkę odkrywają nowe światy, raczej w nauce nie występują. Choć wyrósł ponad naukowców swoich czasów, był niewątpliwie dziecięciem epoki. W równej mierze ukształtowały go oświeceniowe ideały, co romantyczna wrażliwość. Nic nie miało większego wpływu na niemieckiego przyrodnika niż rewolucja francuska 1789 roku, która dla całego pokolenia romantyków stała się nośnikiem oświeconych wartości. Młody Alexander wielkim podziwem darzył także ojców założycieli Stanów Zjednoczonych i gorąco popierał przyświecające im ideały, którym przeciwstawiał europejski despotyzm. Przyjaźnił się z Thomasem Jeffersonem (amerykański prezydent skwapliwie korzystał z wiedzy Humboldta o Meksyku) i słynnym rewolucjonistą Simónem Bolívarem.
Ale opiniom wielkiego przyrodoznawcy nie brakowało wyważenia. Dostrzegał, że „ojczyzna wolności" opiera swoją potęgę na niewolnictwie, rozumiał też, jak łatwo rewolucja przeciwko kolonialistom i „barbarzyństwu cywilizowanego człowieka" potrafi obrócić się w dyktaturę. Prorocze okazały się też jego słowa o Stanach Zjednoczonych, które określił jako „kartezjański wir, który porywa i wciąga wszystko w mdłą monotonię". Mierzył, notował, klasyfikował i badał z gorliwością godną encyklopedysty, ale wniósł do nauki także „czucie i wiarę", odchodząc przy tym od wizji człowieka jako pana i posiadacza natury. Romantyzm, kojarzony w Polsce za sprawą Adama Mickiewicza ze sprzeciwem wobec „szkiełka i oka", w Europie – szczególnie w Anglii i Niemczech – był w istocie bardzo mocno związany z nauką, czego znakomitym przykładem piszący wiersze chemik Humphry Davy, wybitny poeta Samuel Coleridge czy sam Johann Wolfgang Goethe, który zajmował się m.in. optyką, anatomią porównawczą i wulkanami. To właśnie za sprawą romantycznych inspiracji Humboldt przeniósł Kantowską koncepcję wiedzy jako systematycznego konstruktu na świat przyrody. Kant uświadomił mu także doniosłość subiektywnego poznania. W naturze zaś, jak na romantyka zaznajomionego z filozofią Friedricha Schellinga przystało, niemiecki przyrodnik dostrzegał żywy organizm.
Zapewne nie byłoby romantyzmu Humboldta i takiego Humboldta, jakiego poznała nauka, gdyby nie spotkanie ze wspomnianym już Goethem. Umożliwił je młodemu Alexandrowi mieszkający w Jenie i obracający się w kręgach niemieckich romantyków brat. Wilhelm w 1794 roku przedstawił Alexandra Goethemu i Schillerowi (ten drugi zresztą uważał, że młodszy Humboldt odciąga autora „Cierpień młodego Wertera" od poezji i estetyki ku nauce). To dzięki Goethemu Humboldt uznał, że „to, co przemawia do duszy, umyka pomiarom". Stąd wzięło się także jego – tak pociągające z punktu widzenia czytelników – holistyczne podejście, w którym wszystko się ze sobą łączyło: to, co wielkie i małe, wyczulenie na szczegół z wielką wizją, nauka ze sztuką, poezją i historią. Dług wobec autora „Fausta" naukowiec spłacił dedykacją w „Essai sur la géographie des plantes" (Esej o geografii roślin), ale trzeba pamiętać, że i Goethe niemało mu zawdzięczał. Wspólnie spędzili wiele godzin na dyskusjach i... w laboratoriach.
Nie ma człowieka, którego nazwisko nosiłoby więcej obiektów, poczynając od pasm górskich, a na 300 gatunkach roślin i 100 zwierząt kończąc. Dlaczego więc kolos zwany „Szekspirem nauki" (w moskiewskiej gazecie), „jednym z cudów świata" (przez amerykańskiego transcendentalistę Ralpha Waldo Emersona) i „największym człowiekiem od czasów potopu" (przez Fryderyka Wilhelma IV), którego stulecie urodzin świętowano na całym świecie (w Nowym Jorku zebrał się 20-tysięczny tłum, w Berlinie na ulice wyległo 80 tysięcy osób mimo rzęsistego deszczu), ostatecznie popadł w zapomnienie, bo tak chyba należy określić jego dzisiejszą pozycję w świecie nauki?
Powody tego stanu rzeczy są złożone. Należałoby wśród nich wymienić choćby niechęć do niemieckich naukowców po obu wojnach światowych (dotknęła ona także m.in. Ernsta Häckla). Przede wszystkim jednak autor „Kosmosu" nie sformułował żadnej wielkiej teorii. To dlatego dziś w łańcuchu wielkich naturalistów i biologów wymienia się jednym tchem Linneusza, Darwina i Watsona z Crickiem, a o pruskim geniuszu zapomina się chyba nawet częściej niż o pierwszym genetyku Mendlu. Popularnością Humboldt cieszy się głównie w Ameryce Południowej (jako inspirator Bolivara i piewca kontynentu), a także w Niemczech, gdzie Daniel Kehlmann poświęcił mu i wielkiemu matematykowi Gaussowi bestsellerową (i przeniesioną na duży ekran) powieść „Rachuba świata".
Dobrze więc, że ukazała się znakomita książka Andrei Wulf, tym bardziej że dopiero dziś widać, jak wiele dla nauki – szczególnie dla ekologii – i dla naszego zrozumienia własnej pozycji i roli w świecie zrobił Humboldt. W dobie „szóstego wymierania" (zagłady gatunków za sprawą m.in. globalnego ocieplenia, z którą aktualnie mamy do czynienia) jego przesłanie jest szczególnie żywe: „Człowiek może jedynie działać w zgodzie z naturą i dostosowywać jej siły na swój użytek, pojmując jej prawa".
Niemiecki naturalista dożył niemal dziewięćdziesiątki, ale można zaryzykować twierdzenie, że jego największe dzieło ukazało się kilka miesięcy po jego śmierci, kiedy pod koniec 1859 roku Charles Darwin opublikował „O powstawaniu gatunków". Bez wielkiej wizji Humboldta nie byłoby wielkiej teorii Darwina i całej plejady przyrodoznawców.
autor: Krzysztof Cieślik
źródło: http://www.rp.pl/Plus-Minus/303029925-Kosmos-Humboldta-Jak-zapomnielismy-o-niemieckim-geniuszu.html#ap-4
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


Obserwacja nad jeziorem 10 NAJBARDZIEJ POSZUKIWANYCH OSÓB NA ŚWIECIE - YouTube Wszyscy byli w szoku kiedy dowiedzieli się co przeoczyli [Sekrety ludzkiego mózgu] Ly Sol - YouTube YouTube Unturned #34 - Poszukiwanie osób do nagrywania Psi bohaterowie  dog heroes

Wyszukiwarka osób – Wyszukiwarka ludzi w internecie

  1. Obserwacja nad jeziorem
  2. 10 NAJBARDZIEJ POSZUKIWANYCH OSÓB NA ŚWIECIE - YouTube
  3. Wszyscy byli w szoku kiedy dowiedzieli się co przeoczyli [Sekrety ludzkiego mózgu]
  4. Ly Sol - YouTube
  5. YouTube
  6. Unturned #34 - Poszukiwanie osób do nagrywania
  7. Psi bohaterowie dog heroes
  8. Przestępcy poszukiwani przez policję..

Aby odkryć tajemnice ludzkiego mózgu, doktor Jack Lewin wyrusza na poszukiwanie osób z rzadkimi zdolnościami lub zaburzeniami neurologicznymi. Daty emisji i powtórek znajdziesz na stronie ... Dla niego poszukiwanie osób zaginionych to nic innego jak zabawa w chowanego. To praca, która daje mu bardzo dużo satysfakcji, ale jest także źródłem stresu. Ale jeden element zawsze ... WATCH LIVE: SpaceX's 1st astronaut mission! Crew Dragon #DM2 launch from historic NASA pad @3:22pmET SPACE (Official) 67,307 watching Live now Poszukiwanie osób ukrywających się. Comments are turned off. Learn more. Chat Replay is disabled for this Premiere. Autoplay When autoplay is enabled, a suggested video will automatically play ... Monster School - Herobrine Love Curse vs Girl - Sad Story Minecraft Animation CraftedThings Monster School 872 watching Live now Udostępniajcie gdzie się da! Uświadomcie jak najwięcej osób!!! Źródło TOK FM audycja z dnia: 20-10-2017 OFF Czarek Prowadzący: Cezary Łasiczka Goście: Marcin... Witajcie! W dzisiejszym odcinku przedstawiamy wam '10 najbardziej poszukiwanych osób na świecie'. Jeśli spodobał ci się ten odcinek, nie zapomnij pozostawić ... Poszukiwanie osób zaginionych przez jasnowidza efektywno ... Efektywność poszukiwań osób zaginionych przez jasnowidzów na przykładzie programu Ktokolwiek Widział Ktokolwiek Wie.